Człowiek fuszerka
DYREKTOR MARIAN STANI BUDZI CORAZ WIĘKSZE KONTROWERSJE
Wynik ostatniej kontroli w Wydziale Ochrony Środowiska Urzędu Miasta w Lublinie jest jednoznaczny: urzędnicy nie mieli prawa bez przetargu oddać spółce KOM-EKO administrowania składowiskiem ziemi. To już kolejna wpadka pracowników i szefa WOŚ Mariana Stani. A było ich dużo.

Pierwsza to osławiona akcja ustawiania w mieście śmietników Azor na psie odchody. Zielone pojemniki pojawiły się w kilku miejscach miasta. Miało się do nich wrzucać to, co czworonogi zostawią na chodnikach i poboczach podczas spacerów. Na konferencjach prasowych szef WOŚ zachęcał mieszkańców, którzy są właścicielami psów, do kupowania specjalnych zestawów z łopatkami i woreczkami foliowymi. Nagłośnienie pomysłu było znaczne. Szybko jednak okazało się, że zestawów prawie nigdzie nie można kupić, a cena kilku złotych za woreczki jest wygórowana. W rezultacie do Azorów trafiało wszystko prócz rzeczonych odchodów. Przepełnione Azory zaczęły znikać bądź były dewastowane.
Drzewa konają stojąc
Przed rozpoczęciem budowy Lublin Plaza Center przy ul. Lipowej na placu, który wykupili od miasta przedstawiciele firmy, rosło 98 zdrowych drzew. Według przepisów za ich ścięcie na-leżałoby zapłacić do kasy miasta olbrzymie odszkodowanie. WOŚ zezwolił inwestorowi na przesadzenie roślin, na tereny obok oczyszczalni ścieków na Hajdowie. Koszt prac był znacznie niższy niż ewentualne odszkodowanie. Według pracowników WOŚ (wtedy jeszcze Miejskiego Inspektoratu Ochrony Środowiska) drzewa miały stworzyć naturalną osłonę przed zanieczyszczeniami z Hajdowa. Równocześnie zapewniali, że rośliny się przyjmą. Drzewa wylądowały w ziemi z gruzem i drutami, a doły przez długi czas nie były nawet przysypane ziemią. Dziś to pole pełne suchych kikutów. Marian Stani, dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska UM Lublin, szedł w zaparte i twierdził, że powstaje tam jednak pas zieleni.
Samobójcze wyspy
Od kilku lat Zalew Zemborzycki nawiedzany jest przez plagę sinic, wyjątkowo „złośliwych” glonów, których nadmierny rozrost powoduje konieczność wydawania przez sanepid zakazu kąpieli. WOŚ postanowił coś z tym zrobić. Eksperci rozważali różne opcje Lublin Plaza, m.in. natlenianie wody. Stanęło jednak na tym, że zdecydowano zamontować na zalewie 120 sztucznych wysp z roślinnością ochronną, której wzrost izolowałby glony i nie dawał możliwości ich rozwoju.
Nie minęło kilka miesięcy i wyspy zaczęły się rwać z kotwic i rozbijać o brzegi Zalewu Zemborzyckiego. Niezależni eksperci, których Kurier zapytał o zdanie, stwierdzili jednoznacznie, że przyczyną niestabilności i niszczenia palet jest zbyt słaby sznurek, którym mocowano je do kotwic. Po prostu się przecierał. Należało połączyć palety z dnem za pomocą stalowych linek. Dyrektor Stani odpierał zarzuty, twierdząc, że metalowe linki byłyby rozkradane.
Dachowce bez dachu nad głową
WOŚ postanowił zrobić porządek z plagą bezpańskich kotów. Wyłapane zwierzaki miały być sterylizowane, planowano też budowę schroniska. Na sterylizację przeznaczono jednak bardzo małe środki finansowe. Zabieg kosztuje od 80 do 120 złotych. Tymczasem na całą akcję przeznaczono zaledwie 30 tysięcy złotych. To kropla w morzu potrzeb – przyznał sam dyr. Marian Stani.
Do budowy kociarni miasto przygotowywało się od kilku lat. Znalazł się nawet sponsor Lublin Plaza, który chciał zapłacić za część schroniska. Kociarnia powstać miała obok schroniska dla psów przy ul. Pancerniaków. Był gotowy projekt. Gdy w budżecie znalazły się środki na rozpoczęcie prac, program został nagle zawieszony. Dlaczego? Mówi się, że inwestor, który w pobliżu zamierza wybudować centrum handlowo-usługowe, zobowiązał się do budowy kociarni w innym miejscu. Gdzie dokładnie i kiedy, nie wiadomo.
WOŚ kontra MPWiK i Herbapol
WOŚ i jego szef weszli w spór z prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Lublinie. Poszło o wysypisko śmieci w Rokitnie. Marian Stani zaczął sprawdzać, czy MPWiK ma podpisane umowy z odbiorcami śmieci. Gdy okazało się, że tak, dyrektor nie wpisał nawet inspekcji w księdze kontroli wysypiska. W MPWiK mówili wprost, że gdyby coś znaleźli, na pewno wpis by się tam znalazł, a tak wyglądało, że kontroli nie było. W ratuszu zawrzało. Interweniował nawet prezydent Andrzej Pruszkowski.
WOŚ otwarcie wystąpił również przeciwko Herbapolowi w Lublinie, który chciał na swoim terenie wybudować dodatkowy zakład. Aby doszło do realizacji tego planu, spółka musiałaby wyciąć pięć drzew. Miasto domagało się, aby za ich usunięcie zielarski potentat zapłacił odszkodowanie w wysokości 260 tys. zł. Spółka tłumaczyła, że drzewa posadzono po zakwalifikowaniu terenu pod inwestycje. Miasto upierało się przy odszkodowaniu. Samorządowe Kolegium Odwoławcze rozstrzygnęło spór na korzyść inwestora.
Konflikt ciągnął się ponad 1,5 roku. Budowa centrum logistycznego, gdzie pracę miało znaleźć 60 osób, została wstrzymana. Nie znalazła się również w planach inwestycyjnych Herbapolu na ten rok.
RIO brawo!
Kontrola Regionalnej Izby Obrachunkowej dokonana po doniesieniach w mediach wykazała, że urzędnicy bezprawnie, bo bez przetargu, oddali prywatnej firmie KOM-EKO w administrację składowisko ziemi. Przetarg powinien być ogłoszony już dawno, tymczasem spółce przedłużano automatycznie umowę. RIO podkreśla, że jest to niezgodne z przepisami. Smaczku sprawie dodaje fakt, że przed objęciem swojego stanowiska w WOŚ, dyrektor Marian Stani współpracował z KOM-EKO.

