16 lutego 2006
Aktualności
Z góry zaznaczam, że oprócz nazwy, dziwnie przypominającej system niemieckich sklepów hurtowych, nic nie mam przeciwko firmie Aldik. Wręcz przeciwnie, kumotersko sympatyzuję z Bardzo Ważną Osobą z tej polskiej, ba!, lubelskiej sieci marketów bardziej – co trudno sobie wyobrazić – luksusowych od imiennika (bez zdrobnienia) znad Renu i Łaby. Może tym bardziej czuję zakłopotanie, gdy chcę zameldować, że coś mnie niepokoi w fakcie wygrania w ub. tygodniu przez Aldik przetargu na plac przy ul. Jasnej.
I tu drugie zaznaczenie. Wcale nie chodzi o to, że wygrał właśnie Aldik. Równie zakłopotany byłbym, gdyby właścicielem placu stało się zasiedziałe przy nim UFO, w którym także mam zaprzyjaźnioną Dosyć Ważną Osobę, albo kamienicznik Jarosław Urban, którego – szczęście to czy nieszczęście? – kompletnie nie znam. Chodzi mi o tak zwane pryncypia. O podejście sprzedającego plac miasta do tematu. Ale najpierw trochę o tym miejscu w samym centrum Lublina.
Oprócz drogowców niemrawo odśnieżających ulice czy równie ślamazarnie łatających potem zimowe przełomy w jezdniach, nie ma w mieście lepszej pożywki tematycznej dla dziennikarzy – i to nie tylko felietonistów – niż nieszczęsny plac przy Jasnej. Ileż to już słów wystukali na komputerach (drzewiej powiedziałoby się: ileż to atramentu już przelali), tworząc pełne oburzenia notatki i sążniste artykuły opisujące katastrofalny jego wygląd. Można tego naliczyć na kopy. Sam nie jestem bez grzechu w tym względzie. Ale gdy niedawno skręciliśmy z synem za interesami na to pole pełne zasadzek (z odmianą min, tu błotnych), natychmiast nabrałem ochoty, żeby znowu powrócić do mocno wyeksploatowanego tematu, bo poczułem gulę w gardle, że ta zbiorowa pisanina (plus działalność żurnalistów z radia i tv) nigdy nie przyniosła pozytywnego efektu.
Jednocześnie jednak mam świadomość, że to wiejskie obejście z oborami i stodołami oraz pofałdowanym jak nieszczęście dziedzińcem położone jest w wymarzonym miejscu śródmieścia. Mógłby tu stanąć wysokościowiec rytmicznie się rymujący z „drapaczem chmur” przy Wieniawskiej i mieścić powiedzmy banki, które ukradły nam Krakowskie Przedmieście. Wszak anektując dla siebie lwią jego część, pozbawiły lublinian i turystów przydających miastu barwy butików, sklepów z pamiątkami, restauracji, kafeterii, punktów informacyjnych. Zauważcie, że nawet w części deptakowej rezydują dwa banki, w tym taki, który wybił nam z głów knajpę Polonia. Mogłyby też stanąć przy Jasnej, tuż na zapleczu owego pryncypalnego Krakowskiego inne cuda, na przykład Arka Andersena, ideę której zgłosił już jakiś czas temu za chwilę bezdomny teatr jego imienia.
Tymczasem – i to jest powód mego zakłopotania – z tego co wiem, władze miasta interesowała tylko cena podbijana przez przyszłych właścicieli placu, a już w ogóle nie kłopotały się tym co tam stanie. Oczywiście mają świadomość, że Aldik może wybudować tam jedynie kolejny market, chociaż obok Stokrotka czy inna Biedronka, a w pobliżu przy Kraku padają najszacownieszej Delikatesy miasta.
Więc jak to jest? Przy Lublin Plaza Center były ustalenia i wymagania, a tu się liczyła wyłącznie forsa? Plac został wzięty, ale oby decydentom ten lichwiarski grosz jeszcze ością w gardle nie stanął.
11 lutego 2006
Aktualności
Monument upamiętniający więźniów hitlerowskiego obozu pracy przy ul. Lipowej ma stanąć na terenie wznoszonego kompleksu Lublin Plaza Center. Z taką sugestią zwróciły się do inwestora władze Lublina.
– Dla mnie nie ulega wątpliwości, że tragiczna historia tego miejsca musi być upamiętniona. Jestem daleki od koncepcji stawiania pomników co krok, ale teren przy Lipowej na szczególny charakter – podkreśla Grzegorz Jawor, zastępca prezydenta Lublina.
Hitlerowski obóz pracy przy ul. Lipowej działał od jesieni 1939 r. do lata 1944 r. Dużą grupę więźniów stanowili polscy żołnierze pochodzenia żydowskiego, wzięci do niewoli w trakcie kampanii wrześniowej. Do obozu trafiali też żydowscy rzemieślnicy z warszawskiego, lubelskiego i białostockiego getta.
Jawor dodaje, że o sprawie rozmawiał już z właścicielami terenu. – Teraz ruch należy do nich. Jestem przekonany, że dojdzie do wzniesienia monumentu. Choć znalezienie rozwiązania pozwalającego na wkomponowanie pomnika martyrologii w przestrzeń centrum handlowo-rozrywkowego będzie niezmiernie kłopotliwe – mówi.
Miasto liczy, że koszty wzniesienia pomnika poniesie Lublin Plaza. Magistrat deklaruje wszelką pomoc w załatwieniu niezbędnych formalności m.in. związnych z uzyskaniem zezwoleń.
9 lutego 2006
Aktualności
LUBLIN ALDIK WYLICYTOWAŁ REKORDOWĄ CENĘ ZA METR KWADRATOWY MIEJSKIEJ POWIERZCHNI
Sześć firm chciało kupić plac przy ul. Jasnej. W przetargu, który wczoraj został rozstrzygnięty, startowali najwięksi lubelscy przedsiębiorcy. Działkę, na której można wybudować centrum usługowo-handlowe, sprzedano za 3,35 miliona złotych.
Już od rana atmosfera na 12 piętrze budynku Urzędu Miasta przy ul. Wieniawskiej była gorąca. Przed godz. 10 na korytarzu prowadzącym do sali konferencyjnej zgromadziło się kilkanaście osób, które zamierzały wziąć udział w licytacji gruntu wraz z zabudowaniami przy ul. Jasnej. Miasto ustaliło cenę wywoławczą za parcelę na granicy ponad 2 mln zł.
Do przetargu stanęli najwięksi lubelscy inwestorzy w nieruchomości. Przed salą konferencyjną można było zobaczyć właścicielkę salonu gier UFO, przedstawicieli firmy Wodrol, Aldika, Jarosława Urbana i firmy Lift.
– Obowiązujące wadium wpłaciło sześć firm i osób prywatnych – mówi Mirosław Bielawski, zastępca dyrektora w Wydziale Geodezji i Gospodarki Nieruchomościami Urzędu Miasta Lublin.
Tuż po dziesiątej rozpoczęto licytację. Zaczęły padać kwoty, które są w stanie zapłacić biznesmeni. Jarosław Urban wycofał się przy 3 mln złotych.
– Moi partnerzy ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, z którymi chciałem kupić ten grunt, zainwestowali już w Czechach. Przetargi na parcelę przy ul. Jasnej były unieważniane, a oni nie mieli czasu na trzymanie bezproduktywnych pieniędzy. W obliczu przyszłej konkurencji ze strony centrum handlowo-usługowego Lublin Plaza, które powstaje przy Lipowej, postanowiłem nie przekraczać w swojej ofercie granicy 3 mln zł – mówi Jarosław Urban.
Dalej poszła Katarzyna Księżopolska, żona właściciela klubu UFO (tuż przy terenie, który został wystawiony na sprzedaż).
– Wylicytowaliśmy 3,32 mln zł – mówi Tomasz Księżopolski. – Cena była bardzo wysoka. To dużo za metr kwadratowy – ponad 1350 zł.
Wygrała firma Aldik. Reprezentujący ją Piotr Bartoszek wylicytował kwotę 3,35 mln zł. Na razie szefowie Aldika nie chcą zdradzać, co zamierzają wybudować na kupionym terenie przy ul. Jasnej. Władze miasta są usatysfakcjonowane.
– Cena nie jest zła, jesteśmy zadowoleni z wyników licytacji – mówi Mirosław Bielawski.